Kto by pomyślał,że będę rozważać tu i teraz wyjaz z Europy.Co prawda siedzę w tej chwili w moim wygodnym i przytulnym mieszkaniu które zresztą bardzo lubię i znam dokładnie moją przyszłość na najbliższy miesiąc.Praca,dom,praca,dom i praca....,ale za około miesiąc wsiądę w samolot i polecę wybadać nowe podwórko na ziemi azjatyckiej.Filipiny są miejscem dokąd się udam przeznaczając najpierw urlop.Przekonam się czy jedna z tamtych wysp zostanie moim nowym domem.
Zawsze odczuwałm dyskomfort stanu w jakim się znajduję.Nie żeby mi czegoś brakowało do szczęścia,ale nużyła mnie zawsze przeciętność i miernota jaka mnie otaczała i brak wyjścia z tej sytuacji.Zawsze czułam,że nie jestem na swoim miejscu,że powinnam być gdzie indziej,że to co mnie otacza to stan przejściowy.Ciężko to wyjaśnić.Czułam,że na coś czekam i że coś się w przyszłości wydarzy.Pragnęłam wyrwania się z systemu pełnego nakazów i zakazów.Europa staje się miejscem na ziemi gdzie mało rzeczy już można zrobić bez przekraczania jakiegoś prawa lub nakzu.Jakby wolny człowiek przestawał być naprawdę wolny w wolnym kraju jaki mieszka.
Rutyna dnia zawsze mnie dobijała i przymus bycia tam gdzie wcale nie chcę być był wręcz cieleśnie bolesny a ostatnio coraz bardziej wyraźnie.Ileż razy pragnęłam móc po prostu sobe pójść a wręcz odejść w swoją stronę byleby niczego nie musieć.Nie żeby nic nie robić,nie.Po prostu żeby nikt odemnie nic nie chciał i nie oczekiwał.Siedząc w pracy zastanawiam co ja tam robię.No tak to oczywiste.Zarabiam na chleb i dach nad głową.Na więcej ciężko liczyć bo plany na wybudowanie nowego domu lub stworzenie własnej firmy zawsze rozbijają się o prozaiczny brak pieniędzy.A przeciez człowiek całe życie tyra.I gdzie te pieniądze?System wysysa z człowieka każdą złotówkę byleby uczciwie nie dorobił się za dużo.Podatki.I to jest cały sens życia????Nie.Jestem zbyt niepokorna i zbyt świadoma,że nie po to człowiek przychodzi na świat.Beztroska by niczego nie musieć powinno być przywilejem człowieka a nie nagrodą.To byłby piękny stan ducha.Takiego komfortu potrzebuję do szczęścia.
Dlatego padło na Filipiny.Tam spróbuję stworzyć mój azyl na wyspie by móc się nim dzielić z innymi.Bo nie chcę być sama,nie,nie.Otworzyć choćby mały resort turystyczny i oddać się mojej kulinarnej pasji.Tworzyć smaki i obdarzać nimi odwiedzających mnie podobnych do mnie gości poszukujących odrobiny oddechu w życiu.
Tak zaczyna się moje dojrzewanie w decycji by odciąć pępowinę od Europy i dać się zaadoptować przez Azję.
Decyzja jest jeszcze w powijakach.Faktem jest,że to będzie chyba najodważniejsza decyzja w moim życiu,Chcę zostawić przecież wszystko czyli pracę,pozbędę się domu i wszystkiego co w Europie daje człowiekowi poczucie bezpieczeństwa.A tak naprawdę jak pomyślę to przecież nikt mi nic nie daje za darmo i ot tak sobie.Przecież to bezpieczeństwo jakie mam i czuję sama sobie tu stwarzam cieżko pracując i dbając o moje potrzeby.To samo mogę robić gdziekolwiek indziej przecież.
Dojrzewam.Jako kobieta po 40-ce nie mam się na co oglądać.I wolę teraz podjąć szaloną decyzję niż na starość żałować,że przepuściłam życie przez palce analizowaniem "co by było gdyby".Natura,otwarte morze,biały piasek,zieleń i palmy,ludzie nie liczący czasu i ja w białej sukienuni,bose stopy,rozwiane włosy i owszem lampka rumu z woda z kokosa i .....beztroska świadomość,że nic nie muszę.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz