Czy tak będzie wyglądać moje nowe podwórko??Bardzo chętnie.Choćby już teraz.Coraz bardziej gilgocze mnie ta myśl,że dam sobie taką szancę.
Bo ilu ludzi zastanawiało się nad tym ile rzeczy w naszym życiu zależy wyłącznie od nas samych?Mamy wybór a nie podejmujemy żadnych decyzji.Ja daję sobie szansę zmienić w moim życiu tego co mi się nie podoba na to co bym wolała.
Ciężko zdać sobie sprawę,że sami siebie niewolimy z powodu kilku mebli które zgromadziliśmy w jednym miejscu czy kilku szaf ubrań.Przywiązanie do miejsca jest spowodowane bardziej niemożnością zabrania tego całego majdanu ze sobą w nowe miejsce niż sentymentem do samego miejsca.No i strach przed nieznanym często paraliżuje odwagę by cokolwiek zmieniać.Dom jest tam gdzie go sobie stworzymy.Pozostawienie rodziny i bliskich to inna kwestia.Jednak zmieniając miejsce na ziemi nie pozostawia się rodziny lecz odległość pomiędzy pomiędzy naszymi domami.
Gadu,gadu a sama mam ten dylemat co zrobię z całym moim nagromadzonym "dobytkiem" kiedy na dobre podejmę decyzję zamiany mojego gniazda na nowe.Są jeszcze dwa małe kredyty do spłacenia i przeogromna ilość rzeczy którym jak się przyjrzę zastanawiam się czy faktycznie potrzebne mi są do szczęścia.Większość z nich nie miałam od miesięcy a może i lat nawet w dłoniach.Po co je gromadzę więc?Mogłam podzielić się z kimś innym komu bardziej by się przydały.Mam więcej wszystkiego niż mi potrzeba.Po co mi tyle garów zastanawiam się.Samych długopisów mam chyba z 15 sztuk.Nie wypiszę ich przez najbliższe lata.A ta przeogromna ilość ubrań?Zabrakłoby mi czasu by to wszystko schodzić chyba do końca życia.
Zacznę to wszystko ogarniać i redukować bo z przerażeniem stwierdzam,że większość będzie mi już nie przydatna.Buty....o rety,ileż ja mam butów.Po co?Bo ładne.Kilka par kupionych parę lat temu raz miałam na nogach.Głupota.Trochę boli świadomość,że wszystkie zimowe rzeczy będą mi już zbędne a bardzo lubię grube przytulne swetry i kozaki z wysokimi cholewkami których też mam nie wiadomo ile par.
A tam.Musze zrzucić z siebie ten balast.Na Filipinach jest ciepło przez cały okrągły rok.Ileż ubrań będzie mi potrzeba na wyspie aby okryć tylko nagość a nie po to żeby się "obwiesić" czy "wystroić".W końcu chodzi o stan ducha a nie stan posiadania.
Coraz bardziej bliska jest mi świadomość,że się odważę i wyrwę.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz